Czy wiesz, w jaki sposób pojawił się Self-Reg w Polsce?

Nazywam się Natalia Fedan i chcę Wam dziś opowiedzieć swoją historię. Historię o tym, w jaki sposób Self-Reg “zaczął się” w Polsce i co mam z tym wspólnego ja, odwaga i motywacja wewnętrzna bazująca na tym, że robienie tych wszystkich trudnych rzeczy miało dla mnie sens. Po części opowiadam Wam o tym, aby uszanować siebie i swoją rolę (czyli odrobinę bardziej jeszcze wyjść z cienia nie zakładać, że wszyscy wiedzą). 

Przede wszystkim jednak piszę po to, by dać nadzieję wszystkim tym, którzy myślą, że się nie da (wczoraj przeczytałam fajne słówko “niedasizm”). W tym przypadku się dało dzięki odwadze i autentyczności. I sercu, jakie włożyłam w propagowanie idei, która urosła i mam nadzieję nadal będzie rosła w Polsce. Kiedy pomyślisz sobie “Nie da się, świata nie zmienię, ludzie są jacy są, szkoła jest jaka jest, winien jest system”, zatrzymaj się na chwilę i pomyśl… o mojej historii i o historii Self-Reg w Polsce. 

A więc… zaczęło się od zbiegu okoliczności (chociaż czasem się zastanawiam, czy istnieją zbiegi okoliczności). Z jednej strony od wydawnictwa Mamania – to wspaniałe kobiety prowadzące je wpadły na pomysł publikacji książki w Polsce. A ja… akurat miałam w planach coś zupełnie innego, własną praktykę psychologa, prowadzenie warsztatów rozwoju osobistego tuż po studiach z psychologii. Wcześniej długo szukałam swojej ścieżki (nadal jej w pewnym sensie szukam) – byłam anglistką, pracowałam między innymi jako tłumaczka, potem jako lektor angielskiego. 

Traf chciał, że kiedy dziewczyny w Mamanii planowały książkę, urodził się mój dość intensywny i wymagający synek, a biznes szedł mi tak sobie, więc brakowało w portfelu, więc… myśląc głównie o zapełnieniu go, a równocześnie możliwości pracy online, stwierdziłam, że na chwilę wrócę do tłumaczeń. “Tylko niech przynajmniej to będzie książka psychologiczna” – pomyślałam. 

A więc napisałam do kilku wydawnictw, tym GWP, PWN i Mamanii. I tylko od Mamanii dostałam propozycję przetłumaczenia próbki. Już pewnie się domyślacie, że tą próbką był kawałek “Self-Reg” Stuarta Shankera. Tłumacząc próbkę, czułam ekscytację. Jako mama dwójki  odrobinę już “odchowanych” dzieci, starszych o ponad 10 lat niż mój nowo-narodzony “rodzynek” czułam całą sobą “Tak!”. 

Założenie, że nie ma niegrzecznych dzieci, że warto w roli rodzica zadbać o własny spokój, że trudne zachowania sygnalizują coś głębiej, bardzo mi się sprawdziło w mojej dotychczasowej ścieżce rodzicielskiej. Byłam ciekawa dalszego ciągu książki. I od razu “testowałam” podejście na moim synku, zwłaszcza wiedzę o obszarze biologicznym, który wcześniej “omijałam” w szukaniu przyczyn trudności w radzeniu sobie z emocjami (dziś synek chodzi na terapię integracji sensorycznej i zobaczymy czy to pomoże mu lepiej funkcjonować, choćby w grupie przedszkolnej, a na pewno wiedza o SI, którą chłonęłam zainspirowana informacjami nt. obszaru biologicznego, pomogła mi przeformułować jego zachowanie, czyli zrozumieć co się z nim dzieje i co mogę z tym zrobić).

Tłumacząc dalszą część książki, coraz częściej miałam myśli o tym, że chciałabym rozpropagować ideę i wiedzę szerzej. Że to jest to i chcę dalej z tym pracować. A równocześnie pojawiło się dużo wątpliwości “Jak? Przecież nawet mnie nie stać na kurs”. Spotykałam się wtedy z dziewczynami prowadzącymi swoje małe biznesy – taki mały krąg biznes-kobiet, podczas którego rozmawiałyśmy między innymi o odwadze. 

Więc… zebrałam całą swoją odwagę, odrzuciłam wątpliwości “Co o mnie pomyślą w Kanadzie? Co jeśli nie uda mi się potem przebić z ideą w Polsce?” i po prostu, szczerze i autentycznie napisałam do the Mehrit Centre o tym, że chciałabym zrobić u nich kurs online, a potem propagować Self-Reg w Polsce. I że nie mam z czego sfinansować kursu, ale mogę dla nich w zamian coś zrobić, przetłumaczyć. 

Przyznam, że nie liczyłam na tak ciepłą i entuzjastyczną odpowiedź od Susan Hopkins – wtedy pełniła rolę asystentki Stuarta Shankera, teraz kieruje ośrodkiem the Mehrit Centre. Myślałam, że albo zignorują maila albo odpiszą “Sorry, no money no honey”. Dostałam od nich kurs za darmo i ogromny kredyt zaufania. I już w trakcie kursu zaczęłam działać – mówić i pisać o Self-Reg wszędzie gdzie się da (głównie na Facebooku).

Mój fanpage miał wtedy niewielką liczbę polubień – głównie osoby po moich warsztatach rozwoju osobistego, kilkoro znajomych. Od razu założyłam też grupę “Self-Reg dla rodziców – miłość, łagodność, bliskość, zrozumienie i spokój” (znajdziesz ją tutaj). Udzielałam się też w innych grupach, pokazując osobom, które miały trudności z zachowaniem dzieci, jak mogą to zobaczyć w kontekście Self-Reg, łagodnie, ale też rozumiejąc co się dzieje w mózgu, układzie nerwowym i jak mogą zastosować 5 kroków Self-Reg. Wtedy też dołączyła do mnie jako wirtualna asystentka, Marika Koman, która w tej chwili także “wciągnęła się” tak mocno w Self-Reg, że robi dokładnie ten kurs, od którego zaczęłam ja – Foundations. 

Kiedy było już trochę więcej osób, i w grupie i na fanpage’u, zaczęłam organizować live’y (to też był dla mnie ogromny akt odwagi, bo bałam się jak cholera). Otrzymałam też zaproszenie od Mamanii na organizowaną przez nich Konferencję Bliskości (o swoim wystąpieniu tam piszę tutaj) – to też był akt odwagi, że tam pojechałam. Tak jak każde kolejne wystąpienie w radio, do którego pierwsze zaproszenie otrzymałam dzięki Mamanii, a po nim jeszcze kilka kolejnych, już bezpośrednio od stacji radiowych zainteresowanych nową ideą. 

Grupa na Facebooku rosła, a ja w międzyczasie sama zbudowałam sobie stronę na WordPressie (właśnie tę, którą czytacie, potem przeszła zmiany, i teraz powoli staje się nie tylko “moją” wizytówką, ale też innych trenerek i trenerów Self-Reg). Narodził się też pomysł na kurs online “Odstresowany Rodzic”, w którym rodzice pracują z własnym stresem i samoregulacją, aby móc lepiej pomagać dzieciom (zgodnie z myślą Stuarta Shankera “Spokój rodzi spokój”). Po kursie Foundations otrzymałam też od the Mehrit Centre oficjalną licencję na prowadzenie kursów i szkoleń z tego podejścia w Polsce. Jako pierwsza, jeszcze przed rozpoczęciem kursu Facylitator. 

Do współpracy dołączyły do mnie Jagoda Sikora i Agnieszka Stążka-Gawrysiak, którą znacie jako dylematki.pl . Agnieszka zaczęła swoją przygodę z Self-Reg od mojego kursu online “Odstresowany Rodzic” i ukończyła jako pierwsza kurs II stopnia czyli Facilitator, bo ja… cóż, nie dźwignęłam równocześnie zarządzania grupą, odpowiadania na mnóstwo Waszych pytań, też o kursy certyfikacyjne, radzenia sobie z własnym rosnącym biznesem, produkowaniem kursów online z serii “Detektyw stresu” i… akurat kurs Facilitator zdecydowałam odłożyć, a właściwie rozciągnąć, bo ukończyłam to w kolejnych dwóch kohortach – czyli tak, robiłam go w trzech podejściach). Dodatkowo, zmogła mnie choroba autoimmunologiczna i potrzebowałam poukładać też kilka rzeczy w rodzinie, więc na dłuższy moment umilkłam. Ta choroba była też dla mnie “budzikiem” – informacją o tym, jak mało dbam o siebie, a jak bardzo o innych i zaburzam równowagę brania i dawania. Nauczyła mnie mówić “Nie” i szanować, a nawet zauważać własne granice bardziej. 

Na szczęście pojawiło się dużo więcej trenerek. Pojawiła się Ola Czuń, która powiedziała “Wezmę od Ciebie budowanie fundacji, bo widzę, że masz mało sił teraz”. 

Mam nadzieję, że będziemy potrafiły współpracować i razem zbudować jeszcze więcej, mając za sobą ośrodek the Mehrit Centre.  Bo razem możemy więcej. Bo miałam (i nadal mam) wizję stworzenia w Polsce jednego, spójnego, podlegającego superwizji the Mehrit Centre ośrodka propagującego Self-Reg. Chcę, byśmy docierali do szkół, przedszkoli, placówek opieki zdrowotnej, do rodziców, ale też ich dzieci (zwłaszcza nastolatków), a nawet do instytucji zarządzających oświatą i opieką zdrowotną. Chcę, by Self-Reg stało się powszechnym podejściem w Polsce i wyrwało nasze społeczeństwo z błędnego koła stresu. 

A co z tego dla Ciebie? Z tej historii Self-Reg i przy okazji mojej? 

Cóż, kolejnym razem, kiedy pomyślisz sobie “Nie da się, świata nie zmienię, ludzie są jacy są, szkoła jest jaka jest, winien jest system”, zatrzymaj się na chwilę i pomyśl… 

Jedna osoba, taka jak ja, zbudowała ogromną społeczność i świadomość wśród tych ludzi. Zmieniła pojedyncze życia osób poprzez swoje kursy. Zainspirowała wiele osób tak, że wzięły udział w kursach Foundations i Facilitator (w tej chwili mamy kolejne dwie Facylitatorki oprócz mnie, Agnieszki i Jagody: Agnieszkę Piskozub-Piwosz w Polsce i Asię Kossman za granicą, ale Polkę z pochodzenia). I będzie ich więcej. Oczywiście, ze wsparciem, chociaż większość ciężaru czułam ja. Możliwe, że gdybym bardziej umiała zadbać o siebie i prosić o pomoc oraz dbać o swoje granice, nie miałabym dziś choroby autoimmunologicznej (a może miałabym i tak). Myślę, że nie dałabym rady robić tych wszystkich odważnych i trudnych dla mnie rzeczy, a często też “zarywać nocy”, bo jako biznes-mama czasu na pracę nie mam zbyt wiele (już nie zarywam, dbam o siebie bardziej). Nie dałabym rady bez silnej motywacji wewnętrznej i poczucia, że to, co robię ma sens. Że idea Self-Reg ma sens. 

Wiem, nie jesteś mną. I dobrze, że nie jesteś mną. Jesteś unikalną, wyjątkową osobą. I też możesz. Zmieniać świat. Choćby ten mały, tuż obok Ciebie. Albo większy. Po swojemu. Po kawałku. Wystarczysz Ty. Twoja autentyczność. Twoja odwaga. Twoja chęć patrzenia na innych łagodnymi oczami. Na dzieci i na dorosłych. Zresztą, to nie musi być Self-Reg. Ale coś Twojego, co ma dla Ciebie sens. To co? Ruszasz z odwagą zmieniać świat?