Co przywiozłam z Kanady? Pół zeszytu notatek, mnóstwo przemyśleń i jedno, jeszcze silniejsze niż do tej pory, przekonanie. Relacje są najważniejsze. Przewijały się we wszystkich wypowiedziach – dr Stuarta Shankera, i Susan Hopkins, i dr Jean Clinton, i wielu, wielu innych osób. Ale były też wszechobecne. Dobre, ciepłe, pełne życzliwości twarze wokół, zainteresowanie sobą nawzajem, szybko nawiązane relacje wśród uczestników i prowadzących. Wspólne śpiewanie przy “ognisku”, które wcale nie było ogniskiem, ale świetnie spełniało jego funkcje. Rozmowy w kuluarach i podczas spotkań, z których trzy miałam przyjemność współprowadzić wraz z Vicky Parnell. Wspólne układanie puzzli, z których każdy z nas miał 2 kawałki. Nagrywana na wideo rozmowa ze Stuartem, podczas której szybko zapomniałam o kamerach i o tym, że mamy stworzyć nagrania do polskiej wersji kursu Foundations, z której zrobiła się szybko pogawędka o wielu rzeczach, w tym o Polsce, o tym, jak z daleka widać naszą sytuację polityczną, jak wiele tam limbicznego, jak bardzo napięcie rozprzestrzeniło się wśród zwykłych ludzi, co widać choćby w bardziej agresywnej jeździe samochodami czy zwykłych sklepowych interakcjach.

 

Mocno zapadła mi w pamięć rozmowa o Susan Hopkins, dyrektor zarządzającej the Mehrit Centre, podczas jednej z przerw. Paula Jurczak, która jest facylitatorem, mówiła o Susan bardzo ciepło. Powiedziała m.in., że Susan wciąż się o wszystkich troszczy i sama zapomina o jedzeniu. “Cóż, czasem jej po prostu podsuwamy coś do picia i jedzenia”. Dla mnie to był wyraz właśnie tego, czym jest obszar prospołeczny w swojej najlepszej formie – nikt nie kwestionuje tego, nie mówi, że powinna się ogarnąć i zadbać o siebie. Zauważają to i robią to dla siebie nawzajem. Nie próbują się nawzajem poprawiać, mówić, że trzeba, że się powinno. Po prostu są dla tej drugiej osoby. Widzą ją i działają.

To mocno się czuło. Ten team. Ale nie tylko team, właściwie wszyscy czuliśmy się tam grupą przyjaciół. Relacje nawiązały się bardzo szybko – poznałam wiele wspaniałych otwartych i życzliwych osób i od razu czułam, jak byśmy znali się od lat.

Na wykładach i podczas krótkich wypowiedzi w stylu TED-talk też często przewijał się temat relacji. Pomimo, a może właśnie dlatego, że tematem sympozjum była rezyliecja (odporność psychiczna) i radzenie sobie z nauką. “Build the relationship first” (“Najpierw zbuduj relację”) – Vicki Parnell. “Lend you calm” (“Pożycz komuś trochę spokoju”) – Linda Warren. “Our brains are absolutely wired to connect” (“Nasze mózgi są stworzone do tworzenia relacji”) – dr Jean Clinton. “Shared leadership gives us long-term change” (“Długoterminową zmianę można osiągnąć dzięki współdzieleniu funkcji liderów”) – Linda Warren. “How does a paradigm revolution happen? Don’t make it a demand, make it an invitation” (“Jak dokonać rewolucji w poglądach? Niech to nie będzie wymóg, ale zaproszenie”) – Cathy Lethbridge. “Are we watching out for kids or are we watching them (to catch them misbehaving)?Are we really committed to connecting before we correct?” (“Czy czuwamy nad naszymi dziećmi czy obserwujemy je (po to, by je złapać na złym zachowaniu? Czy jesteśmy zaangażowani w to, by nawiązać dobrą relację zanim skorygujemy zachowanie?”) – Linda Warren.

Jak tworzyć relacje, wobec tego? Dla mnie odpowiedzią było to, co Stuart Shanker powiedział o mózgu trójjedynym. Często, kiedy widzimy podział kora nowa (“blue brain”) a mózg limbiczny (“red brain”), zaczynamy myśleć w kategoriach: kora nowa – dobrze (bo jest racjonalność, otwartość na przyswajanie wiedzy i nowe idee), mózg limbiczny – źle. A tymczasem, jak pokazał Stuart, mózg limbiczny oznacza tyle, że jest to stan nie-racjonalny (a nie irracjonalny), stan, w którym przewagę mają emocje. I stąd można pójść w dwie strony – w stronę zaangażowania społecznego, miłości, troski, radości, szczęścia, więzi albo w stronę reakcji walki lub ucieczki, agresji, złości, frustracji. A to zależy od tego, kto w tym momencie i w jaki sposób zareaguje na nasze pobudzenie limbiczne. Od tego, co się zadzieje w relacji. Z badań wynika, że nawet dzieci, które mają pozabezpieczny styl przywiązania wyniesiony z domu, mogą go zmienić w szkole, jeśli czują się bezpiecznie. I odwrotnie – bezpieczny styl przywiązania wyniesiony z domu, może zniknąć w szkole, w zetknięciu z ostrymi reakcjami. A styl przywiązania ma wpływ na funkcjonowanie w wielu aspektach.

“Homeostaza to równowaga pomiędzy korą nową a mózgiem limbicznym. Potrzebujemy ich obu.” – mówił Stuart Shanker. Równowaga to nie kwestia tego, aby zawsze móc utrzymać racjonalne myślenie (które według Stuarta Shankera ma niewiele wspólnego z ocenianiem, a jest głównie zadawaniem pytań i gotowością do kwestionowania wszystkiego, w tym własnych poglądów, swego rodzaju otwartością na nowe). Chodzi także o to, by ze stanu limbicznego móc pójść w stronę relacji. “You think resilience is within a child. But resilience is dyadic” (Myślicie pewnie że rezyliencja jest w dziecku. Ale rezyliencja to coś, co dzieje się w diadzie/w parze/pomiędzy ludźmi”) – Stuart Shanker. Według dr Shankera rezyliencja to równowaga, homeostaza. I umiejętność wracania do równowagi.

Według Jean Clinton z kolei rezyliencja to nie kwestia genów, ale umiejętności nawigowania ku zasobom (“Resilience is not a gene, it’s not a characteristic of a person, but an ability to navigate to resources”). To zależy od samoświadomości oraz mobilności fizycznej i emocjonalnej. A ogromnym zasobem mogą być relacje. Jeśli są bezpieczne, dobre, życzliwe. Jeśli ta druga osoba potrafi “pożyczyć swój spokój”, a nie zarazi dodatkowo złością czy niepokojem. A to z kolei zaczyna się od nas samych. Od tego, czy my sami umiemy wyjść ze swojego stanu limbicznego w stronę miłości i życzliwości zamiast w stronę irytacji i walki z problemem.

Przyznam sama. Nie zawsze umiem. Kiedy jestem w czarnej d… (a bywam, ostatnio częściej przez chorobę). Myślałam, że bardziej chodzi o to, żeby myśleć racjonalnie. A to nie wszystko. Bo sam racjonalny umysł bywa psychopatyczny i zimny. To relacje i emocje potrafią ocieplić wszystko. Chciałabym, żeby u nas było więcej tych relacji, w której czujemy się dobrze i bezpiecznie. Żeby było mniej oceniania i krytykowania, a więcej wspierania siebie nawzajem tacy jacy jesteśmy. Niedoskonali. Ludzcy. Ale razem.

Rozejrzyj się wokół. Jak dużo jest napięcia w ludziach? Czy możesz dziś trochę przyczynić się do redukcji napięcia w otoczeniu, wprowadzić więcej życzliwości, troski, spokoju w życie znajomych i nieznajomych Ci osób? Zarazić kogoś uśmiechem i dyskretnie, bez oceniania i zagrażania jego poczuciu wartości komuś pomóc? Tak po prostu?